I'd rather share one lifetime with you than face all the ages of the world alone...

2005-07-01 12:52:07 ::

The Corrs Rock the Night in Bonn

UWAGA... Wreszcie poprawna recenzja wyjazdu do Bonn na koncert The Corrs autorstwa mojego... Uwaga - bedzie elokwentnie jak nie wiem

ze tak powiem WOW! ale nie takie normalne wow, tylko takie WOW ze WOW!!!

narazie pomijam sama kwestie rewelacyjnej drogi przez cale Niemcy prawie (eh autostrady....), stresow hotelowych (4 osoby w 2-osobowym pokoju na dziko) i dziwacznej pogody (dwie noce - obie burzowe). Skupmy sie na samym dniu koncertu. Na Museumplatz przybylismy jakos tak kolo 10.30, a tam juz byla tona ludzi - Amerykanie, Anglicy, Szkoci, Irlandczycy, Francuzi, Holendrzy i Niemcy... a potem jeszcze Wlosi, Brazylijka, Kanadyjka i tona innych ludzi, z ktorymi nie rozmawialam, ale normalnie... Mowie wam - kiedys sie ogladalo, jak to ludzie koczuja pod bramami na koncert i nigdy nie myslalam, ze mnie to spotka.. a tu masz - i to na Corrsow.. ale fajnie bylo - pogadalismy sobie z nimi, ponudzilismy sie, spieklismy sie na raczka bo pogoda byla cokolwiek dziwaczna... Z jednej strony to sie bardzo dluzylo, a z drugiej bylo ok... Podobno mieli wpuszczac od 17, bo przyszedl taki smieszny pan ochroniarz i nam to wszystko powiedzial, ale no Corrsiaki przyjechali na probe dzwieku po 16 i przedluzyli ja sobie do 17.30, a nawet mocniej zagrali nam normalnie koncert przed fajnie sie wszyscy bawilismy i darlismy i w ogole, jak grali, ale tez po kazdej piosence, jak zaczynali "probowac" nastepna, to zaraz wszyscy robili "oh no...." W kazdym badz razie zaczeli wpuszczac o 18 i od razu massakra byla.. normalnie trlum ruszyl do bramek, porwal nas ze soba... massakra... dzikie bydlo prawie ze, no ale nic dziwnego... aparat w kieszeni u spodni byl, to nawet nie wiedzieli, ze go mam dzieki temu tlumowi... ale smiesznie bylo, bo wreszcie mnie wpuscili, kazali wyrzucic wode i ja tak wchodze i patrze, a tu wszyscy biegna no to ja tez biegne dobieglam.. qrde barierke mi na drodze postawili i sie pogubilam.. i przez to w sumie nie mialam super miejsca, ale przeciez nie bede narzekac na miejsce w 2-3 rzedzie, zaraz miedzy Andy i Sharon gdyby tylko kolo mnei tacy durni niemcy nie stali, to by bylo ok.. bo z drugiej strony stali swietni francuzi a po prawej mialam takich prawdziwych niemeickich bucow - caly koncert stali i nic nie robili i jeszcze jednego kolege wepchneli przede mnie no i wiekszosc zdjec mi popsuli wlasnie oni.. ale dostali opieprz od Amerykancow chociaz tyle..
niestety nasza grupa jakos sie tak rozdzielila na miejsca - Anka stala w pierwszym rzedzie, ale na maxa z boku.. na szczescie rozwiesila flage z wielkim napisem "WHY NOT IN POLAND?" i zaangazowala francuzow do trzymania jej jakis gosciu z ekipy sie ta flaga zainteresowal i powiedzial, ze maybe next summer fajnie pewnie Shaz tez widziala ta flage, bo Aneczka gadala, ze tamci francuzi kolo niej ciagle ja wolali ci kolo mnie natomiast nie mogli sie zdecydowac, kogo wolac, wiec wolali na zmiane Andy i Sharon Najlepszy byl motyw, ze tez mieli jakis transparent chyba z czyms w stylu "Andrea I would runaway with you" czy jakos tak i Andy jak go zobaczyla, to zrobila taka mine (zwlaszcza, ze to dziewczyny go trzymaly :lmao: ). Normalnie prawie padlam z tej miny... taka zaklopotana, zawstydzona i w ogole ;D massakra.. ale o tym co Andy wyrabiala na tym koncercie, to moznaby cala mase roznych rzeczy napisac...
zaczelo sie od samego stroju - spodniczka mini, ze mini, a ona jak zaczela w niej skakac i sie krecic, to zaraz bylo "oho... cos mi sie zdaje, ze zobaczymy dzis wiecej niz udo" (i tak sie stalo... no ale nie wiele wiecej, wiec mi sie tutaj niezdrowo nie ekscytowac :lmao: ). Normalnie ja uwielbiam, jak ona na Aniolku szaleje Miala takie fazy... w ogole ludzie tez - byla normalnie massakrycznie zaskoczona tym, jak ludzie spiewali z nia kazda piosenke... a na Aniolku to juz w ogole - to taka wazna dla niej piosenka i ludzie staneli naprawde na wysokosci zadania...
Zaczeli od Only When I Sleep, ale bez zadnego wstepu instrumentalnego, jak to mialo kiedys miejsca - ze najpierw w tle leciala jakas muzyka,a potem oni zaczynali grac... po prostu - wyszli na scene, usmiechneli sie, pomachali i pojechali z koksem.. tzn z OWISem pozniej polecialo Dreams w tej rewelacyjnej wersji z super wstepem A pozniej Aniolek z szalenstwami Andy i wtedy Andy zaczela gadac cos po niemiecku, a potem po angielsku (hehehe Now I will talk in english...l in case you didn't notice - that wasn't english" rotfl) o tym, ze dawno nie grali i w ogole, ze w zeszlym roku bylo super i ze teraz pewnie tez bedzie no i costam jeszcze sie Andy pozbijala i potem polecialo WCID oczywiscie jak Andy zapytala "What Can I Do to make you love me?" to ludzie zaczeli sie drzec, ze nic nie musi robic i w ogole ;P oczywiscie na koniec super solowka Anto... a Andy szalala i super spiewala... A potem juz nie pamietam dokladnej kolejnosci, ale na pewno bylo Forgiven Not Forgotten... no i Runaway - nie musze chyba mowic, ze Andy nie musiala nas zachecac do spiewania... Runaway to byl popis fanow, ze massakra... super to wyszlo... a potem zaczely sie piosenki z nowej plyty. Andy oficjalnie potwierdzila tytul - "Home" i fakt, ze wyjdzie ona we Wrzesniu/Pazdzierniku. Zaczeli od "My Lagan Love" (hehehe Andy zapowiada ze to My Lagan Love, a fracuzi ze smiechem, ze moze jednak Black Is The Color" rotfl). I Caro przyszla na przod zza swojej malej perkusji na krzeselko grac na bodhranie i podspiewywac.. no i sie zaczelo. Wszyscy zaczeli sie drzec Caroline! Caroline! (najlepsze ze najglosniej darli sie francuzi, a oni sie darli po francusku "Karolin, Karolin" rotfl) i Caro byla taka usmiechnieta, ale tak dlugo sie darlismy, ze Caro juz nie wiedziala, co ma zrobic.. Andrea za to wiedziala - zaczela wariowac na scenie - tanczyc i skakac do tych krzykow i troche sie uspokoilismy, a potem powiedziala do Caro, ze chyba naprawde ja lubimy rotfl tam od strony Caro stala dziewczyna z wielkim transparentem "welcome back mommy Caroline" lol slodkie to bylo no i zaczeli grac Lagana... Caro na bodhranie taki wielki teraz ma i super to brzmi... a potem polecialo Old Hag You Killed Me... a moze to bylo przed Laganem... no nie wiem. ale na pewno byly po sobie te piosenki... Super wyszly Andy jak grala Old Haga na wistle'u.. normalnie bajer... dawala rade, a potem udawala, ze juz nie moze smiesznie bylo... Pozniej uciekla ze sceny i zostawila Shaz i Caro na srodku, Jima na pianinku i Kierana na akordeonie do No Frontiers... normalnie dawno nie slyszalam jak Carlie spiewa i slicznie jej to wyszlo... Shaz jak zwykle spiewala rewelka (i walczyla z ramiaczkiem ktore znowu spadalo), ale Caro... super! extra i w ogole... a potem ciekawa rzecz - dziewczyny zeszly ze sceny i weszla sama Andy i tylko z Jimem na pianinku i Kieranem na klawiszach zaspiewala Heart Lika A Wheel... normalnie lezka sie w oku kreci, tak to zaspiewala.. cudowna piosenka... sliczna interpretacja... ludzie stali jak zaczarowani... magiczny moment... Po tej piosence znowu pojawil sie caly zespol i zagrali Black is The Color - rownie magicznie - zwlaszcza jak Shaz pocinala na skrzypeczkach Obydwie te piosenki mam zgrane na filmy moze sie kiedys podziele jak znajde szybkiego uploadowca
I na tym skonczyla sie prezentacja nowego albumu i polecaly juz stare przeboje - Radio, Sumer Sunshine, Queen Of HollyWood.... oczywiscie zagrane i zaspiewane rewelacyjnie... Zwlaszcza moje kochane Queen Of Hollywood... super... a pozniej zaczelo sie So Young... Andy zalozyla taki kapelusz, co jej na scene wrzucili Amerykanie i dalej smigac w tym kapeluszu.. normalnie dziki szal zapanowal... latala po scenie, tanczyla w tym kapeluszu, podleciala do Shaz i sie razem z nia zbijala.. a jaka Shaz miala zbitke to massakra... rozbestwila sie nasza stateczna pani skrzypaczka... oj... bawila sie super Oczywiscie na So Young byla szkola spiewania.... yeeeeeeeeyeeee yeeee yeeee i ye fenomanalna zabawa... polecialo konfetti (Andrea na pozcatku sie przestraszyla, z eto woda i uciekla a potem Jim sie z niej smial ) - cala bylam w tych kolorowych papierkach rotfl po tej piosence przyszedl czas na I Never Loved You Anyway... no i juz bylo wiadomo, ze zaraz koniec.. ale tez ubaw wszyscy mieli swietny...ah... co oni wyprawiali przy tej piosence - jak ludzie spiewali za Andy "I don't think so...." albo jak Andy do nas mikrofonem na "I was misled", zebysmy to zaspiewali, to my spiewamy, a ona na to "yes, I was" tylko a potem zaspiewala znowu "my flat, my shoes", zamiast "food" i jeszcze sie schylila, ze niby pokazuje na buty - moze zapomniala, ze zrzucila je po 4 piosence chyba rotfl
i ciekawa rzecz - nie przedstawila zespolu w czasie piosenki, ale zaraz po niej, bez muzyki... zupelnie inaczej, niz zawsze... najfajniej przedstawila Caro - "maybe you remember her" no i pozniej zaczela sie jazda do Goodbye - kolo Jima na panu kamerzycie wyladowalo boa w kolorach irlandzkiej flagi i najpierw mieli z tego polew, a potem Jim zabral to boa i zalozyl je sobei i tak zagral Goodbye No i jak zwykle uciekli wszyscy po kolei na tej piosence, a potem musieli przyjsc na bisa no i przyszli.. Andrea podeszla do mikrofonu i zaczela sapac... a ludzie w smiech.. no to ona jeszcze raz sapie.. no i poszlo Breathless.. op qrde ja ja lubei ta piosenek live (az sie sama sobei dziwie ), no ale jak tego nie lubic, jak Andy miala takie jazdy na tej piosence.. jak tam jest ten moment "come on", to to krzyczelismy my (darlismy sie na to wszyscy ze massakra) i Andy wtedy zaczynala szalec... normalnie jakby jej ktos baterie doladowywal tym jednym krzyknieciem... super im to wyszlo... a potem byl TOSS... Jim dorwal skads wiecej Konfetti i jak Caro sie pojedynkowala z Jasonem na bebny, to sypal jej to konfetti na jej wielki beben super to wyszlo.. no ale niestety - TOSS to juz koniec byl... straszna szkoda, bo koncert minal megaszybko...

co mnie w nim urzeklo najbardziej to niesamowity power, energia i cieplo emanujace od zespolu... dawno nie grali, ale dali z siebie wszystko... byli super, przemili, zaskoczeni takim oddaniem fanow i totalnie na luzie... z super podejsciem.. Naprawde koncert zagrali rewelacyjny... dlugo pozostanie on w mojej pamieci... Za usmiech Caro, za super pomysly Jima, za kokieterie Sharon i za Andree, ktora tym razem trafila do mnie niesamowicie tym, ze potrafila byc w jednej chwili szalona i radosna jak dziecko, a w drugiej nostalgiczna, powazna, reflekcyjna odpowiednio do spiewanej przez siebie piosenki... no i za pozowanie do moich zdjec i usmiechanie sie do wszystkich (do mnie tez)... kochana jest...

jezeli chodzi o foty, to ja zapraszam
TUTAJ bo mi sie juz linkow nie chce wklejac...

..:: Made by Idril ::..
Lissenen ar' meska'lalaith tenna' lye omentuva!!!

skomentuj (2)