idril blog

Twój nowy blog

troche mnie tu nie bylo i nie wiem, czy jeszcze bede… bo mam teraz dwie strony na glowie i jeszcze forum…

a tak – wreszcie mnie adminem na forum zrobili… no i wreszcie ruszyla strona Corrsow ;)
megawyczesana strona corrsow:


corrShore

a druga strona, to strona wydzialowa… niewazne ;)

tak wiec so long ;)

moze jeszcze kiedys wroce…

UWAGA… Wreszcie poprawna recenzja wyjazdu do Bonn na koncert The Corrs autorstwa mojego… Uwaga – bedzie elokwentnie jak nie wiem

ze tak powiem WOW! ale nie takie normalne wow, tylko takie WOW ze WOW!!!

narazie pomijam sama kwestie rewelacyjnej drogi przez cale Niemcy prawie (eh autostrady….), stresow hotelowych (4 osoby w 2-osobowym pokoju na dziko) i dziwacznej pogody (dwie noce – obie burzowe). Skupmy sie na samym dniu koncertu. Na Museumplatz przybylismy jakos tak kolo 10.30, a tam juz byla tona ludzi – Amerykanie, Anglicy, Szkoci, Irlandczycy, Francuzi, Holendrzy i Niemcy… a potem jeszcze Wlosi, Brazylijka, Kanadyjka i tona innych ludzi, z ktorymi nie rozmawialam, ale normalnie… Mowie wam – kiedys sie ogladalo, jak to ludzie koczuja pod bramami na koncert i nigdy nie myslalam, ze mnie to spotka.. a tu masz – i to na Corrsow.. ale fajnie bylo – pogadalismy sobie z nimi, ponudzilismy sie, spieklismy sie na raczka bo pogoda byla cokolwiek dziwaczna… Z jednej strony to sie bardzo dluzylo, a z drugiej bylo ok… Podobno mieli wpuszczac od 17, bo przyszedl taki smieszny pan ochroniarz i nam to wszystko powiedzial, ale no Corrsiaki przyjechali na probe dzwieku po 16 i przedluzyli ja sobie do 17.30, a nawet mocniej zagrali nam normalnie koncert przed fajnie sie wszyscy bawilismy i darlismy i w ogole, jak grali, ale tez po kazdej piosence, jak zaczynali „probowac” nastepna, to zaraz wszyscy robili „oh no….” W kazdym badz razie zaczeli wpuszczac o 18 i od razu massakra byla.. normalnie trlum ruszyl do bramek, porwal nas ze soba… massakra… dzikie bydlo prawie ze, no ale nic dziwnego… aparat w kieszeni u spodni byl, to nawet nie wiedzieli, ze go mam dzieki temu tlumowi… ale smiesznie bylo, bo wreszcie mnie wpuscili, kazali wyrzucic wode i ja tak wchodze i patrze, a tu wszyscy biegna no to ja tez biegne dobieglam.. qrde barierke mi na drodze postawili i sie pogubilam.. i przez to w sumie nie mialam super miejsca, ale przeciez nie bede narzekac na miejsce w 2-3 rzedzie, zaraz miedzy Andy i Sharon gdyby tylko kolo mnei tacy durni niemcy nie stali, to by bylo ok.. bo z drugiej strony stali swietni francuzi a po prawej mialam takich prawdziwych niemeickich bucow – caly koncert stali i nic nie robili i jeszcze jednego kolege wepchneli przede mnie no i wiekszosc zdjec mi popsuli wlasnie oni.. ale dostali opieprz od Amerykancow chociaz tyle..
niestety nasza grupa jakos sie tak rozdzielila na miejsca – Anka stala w pierwszym rzedzie, ale na maxa z boku.. na szczescie rozwiesila flage z wielkim napisem „WHY NOT IN POLAND?” i zaangazowala francuzow do trzymania jej jakis gosciu z ekipy sie ta flaga zainteresowal i powiedzial, ze maybe next summer fajnie pewnie Shaz tez widziala ta flage, bo Aneczka gadala, ze tamci francuzi kolo niej ciagle ja wolali ci kolo mnie natomiast nie mogli sie zdecydowac, kogo wolac, wiec wolali na zmiane Andy i Sharon Najlepszy byl motyw, ze tez mieli jakis transparent chyba z czyms w stylu „Andrea I would runaway with you” czy jakos tak i Andy jak go zobaczyla, to zrobila taka mine (zwlaszcza, ze to dziewczyny go trzymaly :lmao: ). Normalnie prawie padlam z tej miny… taka zaklopotana, zawstydzona i w ogole ;D massakra.. ale o tym co Andy wyrabiala na tym koncercie, to moznaby cala mase roznych rzeczy napisac…
zaczelo sie od samego stroju – spodniczka mini, ze mini, a ona jak zaczela w niej skakac i sie krecic, to zaraz bylo „oho… cos mi sie zdaje, ze zobaczymy dzis wiecej niz udo” (i tak sie stalo… no ale nie wiele wiecej, wiec mi sie tutaj niezdrowo nie ekscytowac :lmao: ). Normalnie ja uwielbiam, jak ona na Aniolku szaleje Miala takie fazy… w ogole ludzie tez – byla normalnie massakrycznie zaskoczona tym, jak ludzie spiewali z nia kazda piosenke… a na Aniolku to juz w ogole – to taka wazna dla niej piosenka i ludzie staneli naprawde na wysokosci zadania…
Zaczeli od Only When I Sleep, ale bez zadnego wstepu instrumentalnego, jak to mialo kiedys miejsca – ze najpierw w tle leciala jakas muzyka,a potem oni zaczynali grac… po prostu – wyszli na scene, usmiechneli sie, pomachali i pojechali z koksem.. tzn z OWISem pozniej polecialo Dreams w tej rewelacyjnej wersji z super wstepem A pozniej Aniolek z szalenstwami Andy i wtedy Andy zaczela gadac cos po niemiecku, a potem po angielsku (hehehe Now I will talk in english…l in case you didn’t notice – that wasn’t english” rotfl) o tym, ze dawno nie grali i w ogole, ze w zeszlym roku bylo super i ze teraz pewnie tez bedzie no i costam jeszcze sie Andy pozbijala i potem polecialo WCID oczywiscie jak Andy zapytala „What Can I Do to make you love me?” to ludzie zaczeli sie drzec, ze nic nie musi robic i w ogole ;P oczywiscie na koniec super solowka Anto… a Andy szalala i super spiewala… A potem juz nie pamietam dokladnej kolejnosci, ale na pewno bylo Forgiven Not Forgotten… no i Runaway – nie musze chyba mowic, ze Andy nie musiala nas zachecac do spiewania… Runaway to byl popis fanow, ze massakra… super to wyszlo… a potem zaczely sie piosenki z nowej plyty. Andy oficjalnie potwierdzila tytul – „Home” i fakt, ze wyjdzie ona we Wrzesniu/Pazdzierniku. Zaczeli od „My Lagan Love” (hehehe Andy zapowiada ze to My Lagan Love, a fracuzi ze smiechem, ze moze jednak Black Is The Color” rotfl). I Caro przyszla na przod zza swojej malej perkusji na krzeselko grac na bodhranie i podspiewywac.. no i sie zaczelo. Wszyscy zaczeli sie drzec Caroline! Caroline! (najlepsze ze najglosniej darli sie francuzi, a oni sie darli po francusku „Karolin, Karolin” rotfl) i Caro byla taka usmiechnieta, ale tak dlugo sie darlismy, ze Caro juz nie wiedziala, co ma zrobic.. Andrea za to wiedziala – zaczela wariowac na scenie – tanczyc i skakac do tych krzykow i troche sie uspokoilismy, a potem powiedziala do Caro, ze chyba naprawde ja lubimy rotfl tam od strony Caro stala dziewczyna z wielkim transparentem „welcome back mommy Caroline” lol slodkie to bylo no i zaczeli grac Lagana… Caro na bodhranie taki wielki teraz ma i super to brzmi… a potem polecialo Old Hag You Killed Me… a moze to bylo przed Laganem… no nie wiem. ale na pewno byly po sobie te piosenki… Super wyszly Andy jak grala Old Haga na wistle’u.. normalnie bajer… dawala rade, a potem udawala, ze juz nie moze smiesznie bylo… Pozniej uciekla ze sceny i zostawila Shaz i Caro na srodku, Jima na pianinku i Kierana na akordeonie do No Frontiers… normalnie dawno nie slyszalam jak Carlie spiewa i slicznie jej to wyszlo… Shaz jak zwykle spiewala rewelka (i walczyla z ramiaczkiem ktore znowu spadalo), ale Caro… super! extra i w ogole… a potem ciekawa rzecz – dziewczyny zeszly ze sceny i weszla sama Andy i tylko z Jimem na pianinku i Kieranem na klawiszach zaspiewala Heart Lika A Wheel… normalnie lezka sie w oku kreci, tak to zaspiewala.. cudowna piosenka… sliczna interpretacja… ludzie stali jak zaczarowani… magiczny moment… Po tej piosence znowu pojawil sie caly zespol i zagrali Black is The Color – rownie magicznie – zwlaszcza jak Shaz pocinala na skrzypeczkach Obydwie te piosenki mam zgrane na filmy moze sie kiedys podziele jak znajde szybkiego uploadowca
I na tym skonczyla sie prezentacja nowego albumu i polecaly juz stare przeboje – Radio, Sumer Sunshine, Queen Of HollyWood…. oczywiscie zagrane i zaspiewane rewelacyjnie… Zwlaszcza moje kochane Queen Of Hollywood… super… a pozniej zaczelo sie So Young… Andy zalozyla taki kapelusz, co jej na scene wrzucili Amerykanie i dalej smigac w tym kapeluszu.. normalnie dziki szal zapanowal… latala po scenie, tanczyla w tym kapeluszu, podleciala do Shaz i sie razem z nia zbijala.. a jaka Shaz miala zbitke to massakra… rozbestwila sie nasza stateczna pani skrzypaczka… oj… bawila sie super Oczywiscie na So Young byla szkola spiewania…. yeeeeeeeeyeeee yeeee yeeee i ye fenomanalna zabawa… polecialo konfetti (Andrea na pozcatku sie przestraszyla, z eto woda i uciekla a potem Jim sie z niej smial ) – cala bylam w tych kolorowych papierkach rotfl po tej piosence przyszedl czas na I Never Loved You Anyway… no i juz bylo wiadomo, ze zaraz koniec.. ale tez ubaw wszyscy mieli swietny…ah… co oni wyprawiali przy tej piosence – jak ludzie spiewali za Andy „I don’t think so….” albo jak Andy do nas mikrofonem na „I was misled”, zebysmy to zaspiewali, to my spiewamy, a ona na to „yes, I was” tylko a potem zaspiewala znowu „my flat, my shoes”, zamiast „food” i jeszcze sie schylila, ze niby pokazuje na buty – moze zapomniala, ze zrzucila je po 4 piosence chyba rotfl
i ciekawa rzecz – nie przedstawila zespolu w czasie piosenki, ale zaraz po niej, bez muzyki… zupelnie inaczej, niz zawsze… najfajniej przedstawila Caro – „maybe you remember her” no i pozniej zaczela sie jazda do Goodbye – kolo Jima na panu kamerzycie wyladowalo boa w kolorach irlandzkiej flagi i najpierw mieli z tego polew, a potem Jim zabral to boa i zalozyl je sobei i tak zagral Goodbye No i jak zwykle uciekli wszyscy po kolei na tej piosence, a potem musieli przyjsc na bisa no i przyszli.. Andrea podeszla do mikrofonu i zaczela sapac… a ludzie w smiech.. no to ona jeszcze raz sapie.. no i poszlo Breathless.. op qrde ja ja lubei ta piosenek live (az sie sama sobei dziwie ), no ale jak tego nie lubic, jak Andy miala takie jazdy na tej piosence.. jak tam jest ten moment „come on”, to to krzyczelismy my (darlismy sie na to wszyscy ze massakra) i Andy wtedy zaczynala szalec… normalnie jakby jej ktos baterie doladowywal tym jednym krzyknieciem… super im to wyszlo… a potem byl TOSS… Jim dorwal skads wiecej Konfetti i jak Caro sie pojedynkowala z Jasonem na bebny, to sypal jej to konfetti na jej wielki beben super to wyszlo.. no ale niestety – TOSS to juz koniec byl… straszna szkoda, bo koncert minal megaszybko…

co mnie w nim urzeklo najbardziej to niesamowity power, energia i cieplo emanujace od zespolu… dawno nie grali, ale dali z siebie wszystko… byli super, przemili, zaskoczeni takim oddaniem fanow i totalnie na luzie… z super podejsciem.. Naprawde koncert zagrali rewelacyjny… dlugo pozostanie on w mojej pamieci… Za usmiech Caro, za super pomysly Jima, za kokieterie Sharon i za Andree, ktora tym razem trafila do mnie niesamowicie tym, ze potrafila byc w jednej chwili szalona i radosna jak dziecko, a w drugiej nostalgiczna, powazna, reflekcyjna odpowiednio do spiewanej przez siebie piosenki… no i za pozowanie do moich zdjec i usmiechanie sie do wszystkich (do mnie tez)… kochana jest…

jezeli chodzi o foty, to ja zapraszam
TUTAJ bo mi sie juz linkow nie chce wklejac…

Ta… juz we wtorek… Jedziemy znowu na koncert – tym razem do Bonn… normalnie excytacja 10 :D mam nadzieje, ze wszystko pojdzie ok :D w sumie to teraz tag glupio – kazdy koncert bez spotkania bandu bedzie mniej excytujacy niz ten ostatni, ale i tak jestem pewna, ze bedzie super… nowe 4 piosenki byly cudowne, wiec pewnie koncert tez bedzie… zwlaszcza, ze moze zagraja wiecej nowosci…

dobra ide spac…

Na poczatek film… film, ktorego troche sie balam… Bo w tym filmie mialo byc wszystko ujawnione, wszystko wyjasnione i wszystkie elementy ukladanki mialy wreszcie po tym filmie zaczac tworzyc spojna calosc… Spojny obraz zycia czlowieka, ktory byl przeznaczony do upadku… Byly wiec watpliwosci – czy Lucas za bardzo nie namieszal w dwoch poprzednich epizodach, czy rzeczywiscie wybral odpowiednich aktorow (zwlaszcza jednego) do poddzwigniecia tak ciezkiej od emocji postaci… Czy razem z nim nie upadnie czasem caly niesamowity mit sagi? Czy uda mu sie uzupelnic ta luke, opowiedziec tyle w tak krotkim czasie i popsuc jak najmniej?
Odpowiedz jest bardzo Yodowata – i tak, i nie… Tego filmu nie sposob bylo spieprzyc. Mial tak dobra tresc, tak duzy ladunek emocjonalny, ze gdyby Lucas to zrabal, to oficjalnie zostalby uznany najgorszym rezyserem wszechczasow.. I obronil sie przed ta hanba… Nie zrabal. Naprawde nakrecil dobry film.. I to nie tyle dobry jak na Lucasa, ale po prostu dobry… Odrzucmy na chwile cala otoczke miedzyplanetarnych poscigow z predkoscia swiatla, miecze swietlne, dziwne nazwy planet i jeszcze dziwniejsze stwory je zamieszkujace. Wtedy Zemsta Sithow pokaze nam swoje prawdziwe oblicze i okaze sie, ze jet to film o czlowieku, ktory chcac ochronic to, co uwazal za najcenniejsze, traci wszystko – poczucie przynaleznosci, spokoj, przyjaciol, mentorow… wreszcie traci to, co tak bardzo staral sie chronic… a na koniec traci samego siebie… Traci wszystko to, co czynilo go czlowiekiem… Wszystko to, co bylo w nim piekne… Zostaje mu tylko gniew, nienawisc i ogromny bol… Lucas nie pomylil sie co do wybory aktora, ktory moglby to wszystko przokazac… Jakkolwiek po Ataku Klonow moznaby myslec, Hyden Christiansen jest Anakinem Skywalkerem… Wystarczy przyjrzec sie jego twarzy w swiatyni Jedi tuz przed tym, co musi dokonac. Wystarczy zobaczyc lzy bolu i nienawisci na Mustafar… A na koniec nienawistny szal, ktory ogarnia go na widok przyjaciela… czlowieka, ktory niegdys byl mu bratem, a teraz staje sie przedmiotem najwiekszej nienawisci. Chrystiansen udzwignal role… Udzwignal ja bardzo dobrze. Dostarcza wszystkich tych wrazene w taki sposob, ze ogladajac film ma sie ochote, zeby Lucas zapomnial o tym, ze druga Trylogia istnieje. Zeby nie pozwolil temu czlowiekowi sie tak zmienic… Bo przeciez nie mozna sie tak zmienic… Przeciez nie mozna robci takich rzeczy… I to jest wlasnie najdziwniejsza rzecz, ktorej doswiadcza sie ogladajac ten film. W kazdym momencie widz zdaje sobie sprawe, ze tak musi byc.. Ze Anakin musi zrobic te wszystkie straszne rzeczy, a potem jeszcze straszniejsze… Ze musi sie dokonac to, co zostalo zaplanowane… Ale nie chce sie tego. Widzi sie co on robi i klnie sie na Lucasa, ze napisal Nowa Nadzieje. Ze Anakin nie moze wrocic.. Jeszcze nie teraz… Widzi sie smutek i po prostu bol Obi-Wana, ktory przeprasza Anakina za to, ze go zawiodl, za to ze nie potrafil go uratowac… Widzi sie jego zawod, gdy probuje do konca uratowac przyjaciela… brata…. Widzi sie jego zalamanie, gdy nie moze uwierzyc, ze to moglo sie stac… Ze Wybranec mogl okazac sie niszczycielem… Widzi sie rozpacz Padme, ktora nie poznaje swojego meza i ojca swoich dzieci… W koncu widzi sie Yode, ktory przeciez musial to przewidziec… A na koniec widzi sie Sidiousa z krzywym usmiechem na twarzy i zaluje, ze Anakin nie moze wbic mu miecza swietlnego prosto w glowe… Ale nie moze… Pelen goryczy, zlosci i nienawisci pozostaje do konca…. Ognie Mustafar spalaja mu cialo, a nienawisc wypala mu dusze, na koniec jeszcze ostatecznie bol zabija jego serce.. Nie ma juz Anakina… Yoda w Ataku Klonow powiedzial – fear leads to anger… Anger leads to hate.. and hate is the path to the dark side… Anakin przeszedl ja cala… Przeszedl, ale na koncu nie czekalo go to, co mialo go czekac.. Nie czekalo go wieczne zycie u boku niesmiertelnej Padme… Czekalo go wiecej zlosci… wiecej nienawisci… wiecej bolu… i smierc… Bo Anakin umiera… Jedna z niewielu bardziej do rzeczy kwestii, ktora wyglasza Padme brzmiala mniej wiecej „Wiec tak umiera wolnosc – wsrod burzy oklaskow”. Umiera wolnosc…. Ale tak naprawde nie wiadomo w imie czego… Umiera tez Anakin…
Oczywiscie Lucas nie wystrzegl sie kilku bledow i niedociagniec – jak zwykle nalezy mu wybaczyc gro dialogow, zwlaszcza na linii Padme – Anakin. Oczywiscie widac zdecydowana poprawe w stosunku do Ataku Klonow (sceny kominkowej II nie uswiadczymy na cale szczescie), ale kilka razy sala wybuchala smiechem… oczywiscie niezamierzonym… Niestety rola Padme ogranicza sie tym razem do pocieszania/niedowierzania/przekonywania… Troszke szkoda, bo gdy juz zaczynala sie tak jakby robic troszke ciekawsza, Lucas psul to jakims kiepskim textem…
Kolejne niedociagniecie to bardzo duza skrotowosc filmu… Oczywiscie – bylo wiele do przekazania, ale mozna bylo naprawde oszczedzic sobie kilka scen, ktore nie wnosily nic do filmu i doprowadzic watek Anakina do konca… Bo chociaz tak sie nad tym zachwycam wyzej, to i on nie ustrzegl sie przed takimi malymi niedociagnieciami, ktore raza.. Razi zwlaszcza jedno.. Anakin przez cala pierwsza czesc filmu stopniowo zatraca sie w ciemnosci… Ta przemiana jest stopniowa… I widac, ze walczy… ze wziac walczy… Jednak nadchodzi moment… I tu brakuje wlasnie jeszcze ostatecznego zrywu do walki z tym… W tym jednym momencie brakuje doslownie kilku chwil wahania… Pozniej znowu jest niesamowicie… Ale tego brakuje…
Pewnie jeszcze inni, jak to obejrza, dopatrza sie innych niedociagniec, czy czegos… Ale zdecydowanie plusow jest wiecej… Rola McGregora jako Obi Wana, walki na miecze swietlne, ktorych jest naprawde duzo i sa naprawde porazajace…. Yoda (to mowi samo za siebie)…
Pewnie musze jeszcze kilka razy obejrzec ten film, zeby zlapac wszystkie momenty (bo naprawde dzieje sie duzo.. dzieje sie szybko – dopiero co sie zaczal, a juz sie konczy….), troche ochlonac… Ale na ta chwile (chyba widac), ze jestem wdzieczna Lucasowi za ten film… Za to, ze go nie spieprzyl.. jestem wdzieczna za to, ze w sumie nie wyjawil wszystkich tajemnic, jakie miala Saga… Jestem wdzieczna, ze wymyslil ta historie…. bo to naprawde jest piekna historia…

… czyli jeszcze tylko 26 dni do premiery Zemsty Sithow. Jakos tak mi sie zapomnialo o tym w ogole. Az tu nagle ktoregos dnia na laborkach kolega ogladal fotki z Epizodu III i tak jakos mi sie przypomnialo, ze od razu wrocilam do domu i zaczelam „nadrabiac” zaleglosci /bez znaczenia byl nagle fakt, ze nastepnego dnia mialo byc i bylo kolo z topologii/. Pierwszym krokiem w strone nadrabiania bylo skontaktowanie sie z pewnym Lordem, zktorym nie kontaktowalam sie hoho i jeszcze troche i zapytanie, czy nie daloby sie podlaczyc pod jakies masowe wyjscie fanowskie na premiere… okazalo sie, ze Lord nie mial mi za zle tego nie dawania znakow zycia i nawet zalatwi mi wyjscie na przedpremierowy seans :D 18 maja 00:01 czy jakos takos.. w sumie ja nie narzekam :D od maja bede miala czwartki praktycznie wolne, wiec sie wyspie raczej… ale jakos tak mnie zlapalo… wreszcie sie wszystko wyjasni… oczywiscie zlapalo mnie inaczej niz jak mnie lapie przed nowym albumem Corrsow (ktory juz niedlugo rowniez), czy przed ktoras z czesci LOTRa, ale zlapalo.. juz sie doczekac nie moge… a musze tyle jeszcze spraw do tej pory zalatwic…
przede wszystkim zajac sie projektem z C++ – i chociaz do przyszlego tygodnia nauczyc sie poslugiwac wektorem lub setem mojej klasy. musze nadrobic fouriera i rozniczki, bo przez ta topologie calkowicie to olalam.. i musze wymyslic sposob jak pojechac na Corrsow do Bonn za mniej niz 500zl… eh… zycie jest ciezkie… nawet elfie zycie… a sie jeszcze czepiaja, ze nie pisze… bo nie mam o czym pisac… a jak juz mam o czym pisac, to zanim dojde do domu, to mi wena ucieka… a ze nie lubie pisac bzdur, to sie juz zamykam… ide..

Zyje. Mam sie niezle. Mam kolokwium. Nic nie umiem. Nie chce mi sie nic. Spalam 3 godziny. Bylam na enemefie z Wladca Pierscieni EE. Bylam na tancach celtyckich na Paddy’ego. Jade na U2. Musze skonczyc ta grafike na tym blogu i moze wtedy znowu zaczne pisac skladniej…

moze…

No dobra.. az tak to nie, ale jestem niezla :D Niezla, bo zdalam Algebre B i no na 4 :D I to u pana PROF Wladyslawa Narkiewicza (ksiazki pisal – znajdziecie go w googlach i na allegro :P).

Sesje mam za soba wiec i teraz sobie choruje w domu… Qrde katar mam taki, ze massakara i ciagle kicham… I opieprzam sie… I z tych nudow wlasnie pisze ta notke…

ide sie uczyc Paddy’ego na Whistle’u :D

no i na koniec

Banner

Jejq… mam w czwartek egzamin, do ktorego ucze sie od zeszlego piatku tak naprawde uczac sie-nie uczac… i juz sama nie wiem czy umiem, czy nie umiem.. ale nie moge sie dzisiaj zmusic do uczenia sie…. help :|

wobec powyzszego zamawiam kciuki na czwartek 27go stycznia na 12.00 przez 3 godziny i na nasteony czwartek, tj 3go lutego tez, tylko tym razem na 14.. to bardzo, bardzo WAZNE!!!

i jeszcze do tego mamy glupich samorzadowcow na uniwerku, wiec trzymac kciuki by ich rektor wykopal z uczelnii, bo inaczej zabiora mi stype i nici z alkoholu w piwnicach :|

ide poczytac chociaz troche tej analizy…

Nie lubie braku logiki… ale to juz wiecie… Nie lubie szczeniakow, ktorzy nie potrafia przyznac sie do pomylki… Nie lubie szczeniakow, ktorzy nie potrafia przyznawac sie do czegokolwiek… Nie lubie przejmowac sie szczeniakami… Nie lubie marnowac czasu na myslenie o nich, czy tez odpisywanie na ich posty… Nie lubie marnowac potencjalu slownego, gdy w odpowiedzi dostaje puste gadanie i wciaz to samo… Jakby raz nie wystarczylo – przeciez czytac umiem i na swoje szczescie nie zaliczam sie do tych (juz sama nie wiem ilu procent) ludzi, ktorzy nie rozumieja tego co czytaja! Nie! Naprawde nie lubie szczeniakow! A znam dwoch!!! A przynajmniej dwoch ostatnio mnie tak wkurza!

Jeden, bo nie dosc, ze zachowal sie jak ostatni… facet (kto by sie spodziewal), to potem jeszcze jak totalny gowniarz nie potrafil poniesc jakichkolwiek konsekwencji i po prostu sie nie odzywa. Pewnie… czemu nie… W koncu 6 lat znajomosci to naprawde niewiele…

A drugi to tak sie nawinal, bo nie umie czytac ze zrozumieniem (bogowie – jak te nastolatki pozdaja ta mature z polskiego? na tej starej przynajmniej czytac nie trzeba bylo nic – procz tematow…), ale zamiast sie przyznac do tego, ze sie pomylil, to wejdzie na biednego elfa (a raczej na jego reputacje) i to jeszcze w temacie, w ktorym raczej elf nie ma sobie w Polsce rownych (skromny elf.. ale chyba wiecie o co chodzi)… A do tego zarzuca elfowi, ze ten nie wie, co to ironia i sarkazm… to byloby nawet smieszne, gdyby nie frustrujace… A jestem akurat na takim etapie miesiaca, ze mnie wszystko frustruje…

z milszych rzeczy – bede miec cyfrowke :D jus prawie wiem jaka… ale sie cholernie nameczylam przy wyborze…

Kolejne kolokwium do kosza… Nie wiem, co mi sie dzieje… 5 minut przed kolem i 5 minut po, o cokolwiek z danego materialu mnie zapytacie – wiem! Wiem! I na dodatek potrafie wytlumaczyc tak, by inni zrozumieli i napisali takie zadanie bezblednie.. A ja siadam i… i nic.. Jedna wielka PUSTKA w glowie… Rece mi sie trzesa, nerwy puszczaja i czas przelatuje miedzy palcami na zastanawianiu sie nad najprostszymi rzeczami… Ktore przeciez wiem, ale ktorych w tej chwili nie pamietam… Rzeczami, ktore tlumczaylam przed chwila kolezance,a ktorych teraz nie kojarze zupelnie…

Niech mi ktos wytlumaczy – WHAT THE FUCK???!!!

zebym ja jeszcze nie rozumiala tej pieprzonej algebrym, to rozumiem, zeby pieprzyc kolo za kolem, ale tak?? przeciez to jest cokolwiek NIELOGICZNE!!!

NIENAWIDZE BRAKU LOGIKI W ZYCIU!!!


  • RSS